ja i moje hobby

O mnie

Ja
Piotr D.

Wiek: 25
Hobby: IT, DIY, rower, działka
XMPP: piotrek[na]pioder.pl
Email: piotrek[na]pioder.pl
GG: 6802998

Kalendarz

« Czerwiec 2018 »
P W S C P S N
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30

Rower

Dystans w sezonie:
  • 2008 - 336 km
  • 2009 - 949,4 km
  • 2010 - 1141,8 km
  • 2011 - 2224,1 km
  • 2012 - 1779,9 km
  • 2013 - 1155,3 km
  • 2014 - 1355,5 km
  • 2015 - 4518,1 km
  • 2016 - 4050,9 km
  • 2017 - 3637,5 km
  • 2018 - 1457 km (1.06)

Rekordy:
  • MXS: 74,2 km/h (8.04.18)
  • DST: 304,6 km (31.05.18)
  • AVS: 25,2 km/h (28.05.18)

GPSies

Grupa Turystyki Rowerowej Politechniki Krakowskiej

Styl

Subskrypcja

RSS Articles
RSS Comments

Licznik odwiedzin

91932

Przejażdżka w deszczu

Kategoria: Rower '10
Wysłano: 18.05.2010 18:25

Cześć!
W związku z plotkami, że Huwniki podtopione postanowiłem sprawdzić, ile rzeczywiście jest wody w Wiarze. Podjąłem nierozważną decyzję i wyjechałem w kierunku Krównik.
W połowie Mickiewicza zauważyłem, że nie mam telefonu. Powrót. Tylko wpadłem i wypadłem z domu zabierając tela. Pomyślałem - strata czasu, więc przyspieszyłem. Z hamowaniem było znacznie gorzej - hamulce piszczały tak, że słychać je było na pół ulicy.
Dalej koło LIDL'a. Na mój pech, deszcz zaczął mocniej padać, ale to nic. Powoli, spokojnie dojechałem do celu. Wody jest naprawdę sporo, sięga ona ok połowy mostu.
http://blog.pioder.pl/upload/wiar_krowniki.jpg
Poziom Wiaru w Krównikach
Zjechałem z mostu i zrobiłem jeszcze jedno zdjęcie
http://blog.pioder.pl/upload/wiar_krowniki_most.jpg
Woda pod mostem
Powrót. Deszcz padał prosto na mnie. Po chwili nie miałem nic suchego na sobie. Wstąpiłem jeszcze na działkę. Oczywiście, studnia zamulona. Można piach wydobywać. Wylałem tylko kilka wiader, bo szkoda mi tłoku. Deszcz padał dalej. Wyjeżdżam
http://blog.pioder.pl/upload/kierownica_deszcz.jpg
Wszystko mokre
Wracałem tą samą drogą, jednak po przeciwnej stronie jezdni, którą się teraz poruszałem są straszne kałuże. Nie pomogły nawet błotniki. Po tym doświadczeniu wydaje mi się, że jeżeli nie będę musiał - nie pojadę więcej w takim deszczu.
Pozdro
Link Komentarze (2)


NiceShaper pod systemem Debian 6.0

Kategoria: IT
Wysłano: 05.04.2010 12:02

Witajcie!
Dzisiaj krótko chciałem odnotować jedną rzecz. Otóż, przy instalacji paczki NiceShaper (cięcie ruchu HTB "na miarę";) nie można skompilować programu. Rozwiązaniem jest dopisanie do plików include <stdio.h>, lub ściągnięcie mojej paczki :D
Download - v0.6rc6
Pozdrawiam
Link Komentarze (0)


Sezon rowerowy rozpoczęty

Kategoria: Rower '10
Wysłano: 20.03.2010 20:34

Dobry wieczór!
Stało się, pierwsza trasa została "zdobyta". Postawiłem na jakąś prostą, łatwą, wybór padł na Aksmanice.
Z Damianem wyjechaliśmy po 14-stej. Pierwszy raz jechałem "normalną" trasą, tj. przez Fredropol. Jeżeli chodzi o samą jazdę - bardzo wiało, co utrudniło nam jazdę z przyzwoitą szybkością.
http://blog.pioder.pl/upload/ja-rower-aksmanice.jpg
Ja z rowerem
Dopiero z powrotem mogliśmy "gonić" 20km/h i znacznie szybciej. Na zakręcie w Pikulicach zauważyłem, że mój błotnik poluzował się, więc trzeba było go dokręcić. Jakiś żul do nas podszedł, pewnie jeszcze wczorajszy (imieniny Józefa). Dalej pierwsza góra - prowadzimy. Potem znów jazda, ale bardzo wiało. Przed Fredropolem, za krzyżówką z drogą do Młodowic Osiedle zrobiliśmy sobie pierwszy postój. Dość krótki, ale dał nam czas na regenerację sił.
http://blog.pioder.pl/upload/damian-fredropol.jpg
Miejsce postoju - Damian w tle
Potem prosto. Fredropol. Znów zatrzymaliśmy się, tym razem w sklepie. Jacyś kolesie do nas wołają - "mam lepszy rower od waszych". Już niewiele brakuje nam do Italiana. Kolejna górka. Jesteśmy.
http://blog.pioder.pl/upload/aksmanice-tablica.jpg
Wjazd do Aksmanic
Udało mi się znaleźć drogę do kumpla. W końcu dłuższy odpoczynek u Patryka (pozdro Italiano ;)). Powrót. Wyjechaliśmy do głównej i porobiliśmy sobie zdjęcia.
http://blog.pioder.pl/upload/damian-ja-aksmanice.jpg
Ja i Damian - w Aksmanicach
Z Aksmanic już szybko - 44 km/h, dalej, przez Fredropol również jakieś 25 km/h. Przystanek w Kniażycach - zjedliśmy po pizzy kupionej we Fredropolu. Po dłuższej chwili ruszyliśmy. Z górki w Pikulicach - 47,3km/h, a tu nagle pisk! Sam nie wiem, dlaczego, ale wystraszyłem się i zwolniłem dla własnego bezpieczeństwa. W Przemyślu wracaliśmy przez Słowackiego. Nawet pod górę zaraz za krzyżówką udało mi się nieźle wjechać. Po drodze zahaczyliśmy o szkołę, szyba nie jest wstawiona do okna. Jestem zadowolony, chociaż trochę zmęczony. Sam wypad uważam za bardziej udany, niż rok temu, do Fredropola.

Statystyki trasy:
DST: 35,969 km
MXS: 47,4 km/h
AVS: 14,5 km/h
TM: 2:28 h

Edycja: co do spodni - na rowerze ważniejsza jest wygoda, niż ich wygląd.

Sezon rowerowy 2010 uważam za rozpoczęty! :)
Pozdrawiam
Link Komentarze (0)


Przygoda z Jabber/XMPP

Kategoria: IT
Wysłano: 14.03.2010 20:20

Witam!
W zeszłym roku światło dzienne ujrzała wersja GG8. Po zainstalowaniu na moim, już nie pierszej młodości, sprzęcie, system zaczął się dość mocno przycinać. W tym momencie zacząłem szukać alternatywy która zaspokoiłaby moje potrzeby. Warunkami była: uniwersalność (windows/linux/telefon), wygoda, brak reklam, przyzwoity interfejs programu. Zdecydowałem się na XMPP.
http://blog.pioder.pl/upload/jabber.png
Klienty na telefon są darmowe (a nie płatne jak w wypadku GG), lista kontaktów na serwerze, pokazywanie czynności rozmówcy (czy pisze, aktywność, nastrój, odtwarzany utwór, porządna wizytówka), a także domyślnie szyfrowane połączenia (w Gajimie również rozmówca-rozmówca). Dzięki jggtrans mogę nadal korzystać z sieci Gadu-Gadu. Niestety, transport ma też swoje wady - od dawna nie jest rozwijany (chociaż dałem radę go przekompilować z najnowszym libgadu + długie opisy + długie numery + 2 nowe statusu), brak obsługi przesyłania plików, obrazków, "nieludzkie" importowanie listy (Roster Item Exchange). Natomiast, jeżeli chodzi o samego Jabbera to ostatnio zmieniło się na lepsze. Psi (od wersji 0.13) oraz Gajim (w wersji nightly) obsługują rozmowy głosowe jingle (przez GStreamer), a także Pidgin. Na dodatek, już nie trzeba korzystać z transportu do Tlena - sieć ta otworzyła swoje s2s. Osobiście w tej chwili używam Psi+, do niedawna Gajim'a.
Pozdrawiam
Link Komentarze (0)


Sezon rowerowy 2009 zakończony

Kategoria: Rower '09
Wysłano: 26.12.2009 11:54

Witajcie!
Tak, jak obiecywałem - nadszedł czas na podsumowanie sezonu rowerowego. Stwierdziłem, że dzisiejszy dzień jest jak najbardziej odpowiedni, gdyż obecnie rower stoi w piwnicy i nie zanosi się, że w tym roku będę jeszcze jeździć - raczej już na pewno, a mam chwilę czasu i nie za bardzo kwapię się do rozwiązywania zadań z fizyki w święta. Z racji tego, iż utraciłem wszystkie notatki rowerowe, z pamięci postaram się odtworzyć ok dziesięć wypadów poza miasto. Ze względu na strasznie dużą objętość tekstu uzupełniłem skasowane notki. Zacznę od pierwszego wyjazdu, który stał się początkiem sezonu. Wybaczcie za błędy rzeczowe, gdybym coś przekręcił - staram się siegnąć ponad pół roku wstecz. A więc koniec owijania w bawełnę.

Piątek, 3 kwietnia 2009
Już od dawna myślałem, aby zacząć sezon. W zimie tak stwierdziłem, że cały poprzedni rok to praktycznie kopiec i działka, więc teraz może gdzieś dalej? Wybór padł na Fredropol. Ciekawiła mnie trasa pomiędzy Hermanowicami, a Fredropolem, znałem ją praktycznie tylko ze słyszenia.
Po szkole włączyłem zumi.pl, sprawdziłem, dokąd dokładnie jechać, zjadłem obiad i udałem się najpierw na Zasanie odwiedzić mojego znajomego (pozdro dla p. MF ;) ). Następnie przyszła mi do głowy myśl - czy na pewno jechać? Miałem dylemat, ponieważ jeszcze na początku kwietnia nikt nie jeździł, więc jak coś, to w drogę sam. Tak też zrobiłem. Najpierw obok izby celnej, przez sielecką, obozową. Przed pomnikiem skręciłem do Nehrybki. Wyjechałem na droge nr 885, pod górkę. Ale się zmachałem - nie jeżdżąc w ogóle na rowerze kompletnie straciłem kondycję. Dalej droga już była prosta. Starałem się trzymać prędkość 18,6km/h (jeszcze na starym liczniku). Nagle na drodze wyskakuje dwóch kolesi, w tym jeden prowadził rower. Daję sygnał dzwonkiem, a oni nic! Musiałem więc ich wyminąć - dobrze, że z drugiej strony nie było auta. I z górki - gazz!! Mimo to, i tak hamowałem, bo do końca nie znałem stanu swojego roweru po zimie.
Znak "Fredropol 8 km". Skręcam. Przede mną nie znana dotąd droga. Byłem sam. Bardzo dobra nawierzchnia, pewnie zrobiona z funduszy UE. Jechałem na wyczucie - starałem się widzieć wszystko, jak na zumi. Potok po prawej, las po lewej.
Dotarłem do Kupiatycz. Tam chwilkę się zatrzymałem, przemyślałem, gdzie dalej. Ruszyłem. Nagle skrzyżowanie. yyy... chyba lewo. 40m dalej znowu krzyżówka... dobra, prawo. Ta decyzja była zła, gdyż pojechałem na Młodowice Osiedle. Zgubiłem się. Jeden blok PGR'owski, wokół jacyś ludzie, kompletne odludzie. Jest droga, rozpędzam się. Chwila nieuwagi i wjechałem na drogę polną - rower cały trzeszczał :| Po lewej dwóch mężczyzn wypalało (?) trawy. Jadę dalej. Uff!! udało się, wyjechałem na główną. Nie tak jak chciałem, ale najważniejsze jest to, że dotarłem. W końcu Fredropol! Pomyślałem sobie, że w sąsiednich Kormanicach (wioska połączona z Fredropolem) odwiedzę koleżankę z klasy. Nie udało mi się to.
Nagle spostrzegłem, że jest już późno, a ja jestem bez grosza. Jedyne co miałem to pół bidonu picia. Zmartwiłem się i postanowiłem wracać. Tym razem już normalnie. Zaczął zapadać zmrok. Wrr, byłem straszliwie zmęczony, myślałem, że nie dojadę. Moje nogi zaczęły odmawiać mi posłuszeństwa. W końcu zacząłem się modlić. Tak dotarłem do Przemyśla. Ale to nie wszystko. Trzeba przecież jeszcze do domu. Brak sił, zmęczenie. Starałem się o tym zapomnieć i przejechałem całą Słowackiego. Zjechałem w dół, następnie Rejtana i już w domu! Tylko rower do góry. Wszedłem do mieszkania. Ledwo stałem na nogach. Wpadłem na fotel. Nie miałem siły się ruszyć. Dopiero po dłuższej chwili doszedłem jako-tako do siebie. Nie mogłem uwierzyć w to, co dla mnie (jeszcze wtedy) było największym osiagnięciem. Zmęczony, poszedłem spać. Całkowity dystans: 40 km, czasu podróży nie pamiętam, zaś średnia prędkość to 17,2 km/h

Sobota, 4 kwietnia 2009
Tego dnia dołączył się Mnichu. Powiedział, że trzeba się rozgrzać, więc pojechaliśmy do Medyki, kierunku również dla mnie praktycznie nie znanym. Trasa była prosta: głównie droga nr 28. Był wtedy bardzo ciepły dzień. Ogólnie jechało się przyjemnie, jednakże Wojtek mnie trochę zamęczył - ma rower, który szybciej się rozpędza. Dotarliśmy pod granicę, pierwszy raz widziałem przejście. Następnie, z górki na Medykę - do "centrum", jeżeli tak to można nazwać :D Tam kupiliśmy sobie picie i po dwa batoniki. Przed nami stali ludzie po piwo i inne :D
http://blog.pioder.pl/upload/medyka.jpg
Ogródek działkowy w Medyce
Łączny dystans to 32 km

Niedziela, 5 kwietnia 2009
Znów Wojtek do mnie dzwoni - jedziesz na rower? Nie byłem pewien swoich sił, ale się zgodziłem. Tym razem celem stał się Krasiczyn, ale wyjątkowo - przez Korytniki. Jedziemy. Grunwaldzka, Węgierska. Wyjeżdżamy na drogę nr 884. Dzwoni Maciek - pyta się gdzie jestem. Rozmowa była krótka gdyż ciężko się jechało. Wojtek mówi: "z kumplem nazwałem tą trasę drogą śmierci". Marne pocieszenie :D Auta pędzą jak szalone, ale my jedziemy w miarę równo i spokojnie. Na ostatniej prostej daliśmy czadu - ile sił w nogach :D Hardkor, piękna trasa, ładny widok. W Korytnikach skręciliśmy w lewo. Przez most i już jesteśmy w Krasiczynie. Zatrzymaliśmy się na ławce i zmęczeni trochę odpoczęliśmy. W końcu trzeba jechać. Już normalnie - krajową 28-semką. Tiry gonią, a my obok :lol: Z Krasiczyna pod górkę - wymiękliśmy. Prowadzimy. Zaraz jakiś kolarz nas przegania i jeeedzie! Mnichu się wkurzył :lol: Wsiedliśmy na rowery i pędzimy. Dzwonią rodzice Wojtka - jadą na basen - Mnichu mówi, że musimy się spieszyć, bo on chce zdążyć z rodzinką. Zrobiło się zimno. Zjazd serpentynami na Dybawce był przyjemny, 50km/h na licznku, aczkolwiek chłód ledwo był do zniesienia. Naprawdę, zimno. Dojechaliśmy i rozdzieliliśmy się. Później dogrzałem się w domu i chyba jeszcze byłem w Kościele. Całkowity dystans to 28km

Poniedziałek, 6 kwietnia 2009
W tym dniu Nikola, moja koleżanka z klasy powiedziała, że chce się spotkać z Pauliną. Powiedziałem, że mam fajną trasę i możemy pojechać, miałem tylko wątpliwości, czy wytrzyma. Wyruszyliśmy. Martwiłem się trochę, ale ogólnie szło gładko. Zmniejszyłem tylko szybkość do 16 km/h. Praktycznie, do Fredropola się nie zamęczyłem. Na drugim skrzyżowaniu w Kupiatyczach nie skręciłem w prawo, tylko pojechałem prosto. Była co prawda górka, ale udało się wyjechać, potem już ruuura i w dół!! 56 km/h, aż na chwilę siły mi brakło. W Młodowicach na prawo i do Fredropola. Kiedy dziewczyny się spotkały, dawno takiego szaleństwa nie widziałem :lol: Ogólnie było bardzo fajnie, tylko gdzieś poszły sobie i chwilę czekałem :) W końcu zaczął zapadać zmrok. Kapnęliśmy się, że trzeba wracać. Już przyspieszyliśmy. Niestety, zastała nas noc :D Na dokładkę okazało się, że moje oświetlenie w rowerze nie działa. Jechaliśmy w całkowitej ciemności zdani na łaskę losu. Dotarliśmy do Przemyśla i rozdzieliliśmy się na Słowackiego. Trasa wyniosła 33,4 km

Sobota, 11 kwietnia 2009
Mnichu odezwał się do mnie z propozycją wyjazdu do Radymna. Nie byłem zbytnio chętny - brakowało mi sił po poprzednim tygodniu, szkoła, rower. Czułem się osłabiony, dopadło mnie przeziębienie. Głupi, zgodziłem się. Wyjechaliśmy serpentynami na Krakowską, następnie, poboczami - na Duńkowiczki. Strasznie ciężko było mi mknąć swoim jednośladem. Kompletnie nie miałem sił. Było bardzo gorąco. Wojtek poleciał do Sarafisu. Stwierdziłem, że nie będę czekał, zawróciłem. Dojechałem, ale w ogóle nie ruszałem się z domu po południu.

W międzyczasie byłem jeszcze m.in. u Mnicha na czereśniach, na forcie XV Borek oraz z Kamilem - na "salisie". Później nastąpiła przerwa - gruntownie remontowałem rower. Przemalowałem go na kolor zielony, dostał nowe opony, tylne koło, opony, kierownicę itd. W końcu świeżutki, zakonserwowany rower trzeba było porządnie wytestować. Za cel obrałem sobie Huwniki.

Mimo, iż nie osiągnąłem do końca swojego celu - tysiąca kilometrów jestem zadowolony. Poznałem wiele tras, zwiedziłem wiele miejsc. I wynik - 949,4km wydaje mi się całkiem przyzwoity - szczególnie dlatego, że mój rower mam jeszcze od komunii, a w tym roku dość długo go remontowałem. Mam nadzieję, że przyszły rok będzie równie owocny jak ten i będę mieć okazję przejechać jeszcze dłuższy dystans.

Pozdrowienia dla osób, które ze mną jeździły w tym roku: Gaba, Nikola, Adrian, Damian, Kamil i Mnichu. :)
Link Komentarze (14)



Powered by sBLOG XHTML 1.0 Strict PHP CSS
Cytowanie wypowiedzi oraz kopiowanie zdjęć z bloga bez informacji o źródle surowo zabronione!
Lokalny czas: 20.06.2018 00:16 GMT+1

Powered by sBLOG © 2006 Servous
Theme & mods: 2008-2017 © PioDer