ja i moje hobby

O mnie

Ja
Piotr D.

Wiek: 24
Hobby: IT, DIY, rower, działka
XMPP: piotrek[na]pioder.pl
Email: piotrek[na]pioder.pl
GG: 6802998

Kalendarz

« Wrzesień 2017 »
P W S C P S N
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30

Rower

Dystans w sezonie:
  • 2008 - 336 km
  • 2009 - 949,4 km
  • 2010 - 1141,8 km
  • 2011 - 2224,1 km
  • 2012 - 1779,9 km
  • 2013 - 1155,3 km
  • 2014 - 1355,5 km
  • 2015 - 4518,1 km
  • 2016 - 4050,9 km
  • 2017 - 3080 km (14.09)

Rekordy:
  • MXS: 73,3 km/h (2.08.15)
  • DST: 282,5 km (28.08.16)
  • AVS: 25 km/h (28.07.15)

GPSies

Grupa Turystyki Rowerowej Politechniki Krakowskiej

Styl

Subskrypcja

RSS Articles
RSS Comments

Administrator

Licznik odwiedzin

86004

Podsumowanie sezonu rowerowego 2011

Kategoria: Rower '11
Wysłano: 01.01.2012 14:51

Cześć!
Od dawna nie jeżdżę już na rowerze, a jakoś w ciągu tego tygodnia brakło mi motywacji do napisania tego wpisu. Po sylwestrze w końcu mam chęci i podzielę się z Wami jak z mojego punktu widzenia wyglądał sezon rowerowy.

Przed sezonem
Długo zanim zacząłem jeździć postanowiłem zmienić kolor ramy na jakiś normalny, tzn. taki, dzięki któremu rower nie będzie wyglądał komicznie :roll: W styczniu, z wielką pomocą taty rama została wzmocniona i otrzymała nowy kolor - ciemny zielony metalik. Byłem naprawdę pod wrażeniem. Po dwóch tygodniach suszenia (po części w domu) złożyłem go i zakonserwowałem. Tak czekał do pierwszego wyjazdu.

Rozpoczęcie
Rowerem wyjechałem na ulicę 12 marca o 10:08. Na ulicach gdzieniegdzie leżał jeszcze topniejący śnieg. Nie miałem wtedy dość sprecyzowanych planów co do tras. W ciągu paru dni dla poćwiczenia jazdy po przerwie jeździłem po mieście nabijając ok 100 km.
http://blog.pioder.pl/upload/12032011.jpg
Rowerkiem po zimie
Pierwszą trasą, w którą wyruszyłem to wyjazd w stronę Prałkowiec, tam na Zalesie, później przez Rokszyce, następnie drogą polną do Koniuszy i stamtąd na Aksmanice. Mieliśmy kilkudniowe opóźnienie ze względu na problemy techniczne. Pierwszy raz jechałem tamtędy (tj odcinek do Aksmanic przez Koniuszę), ale bardzo mi się spodobał. Jest trochę pod górę, ale wszelkie niedogodności rekompensuje przyroda: cisza, spokój, śpiew ptaków, obcowanie z naturą. Za pomysł na trasę wielkie podziękowania dla Przemka.
Później byłem m.in w Olszanach (kumple "kąpali" się w Olszance :D), w Siedliskach na "Borku", a pod koniec kwietnia w Huwnikach.

Szczyt możliwości i sił
W przerwie majowej z koleżanką odwiedziliśmy kolegę w Nakle. Przy okazji zobaczyliśmy stawy w Starzawie. Tydzień później wyruszyłem w morderczą trasę - bardzo szybko i daleko. Byłem później jeszcze w paru miejscach, a na przełomie maja i czerwca nie miałem kiedy się zabrać.
Następnymi trasami była Objazdówka płd. z Przemkiem i Kubą, na której bilans strat to jedno lądowanie w potoku, cztery przebite koła i trzy telefony niesprawne (bateria, zalanie, uszkodzona klawiatura). Wróciliśmy późno w nocy do domu.
http://blog.pioder.pl/upload/23062011%28039%29.jpg
Trudne warunki w lesie
Nie wypada zapomnieć też o tradycyjnym wyjeździe do Huwnik - 15 lipca. Oprócz wycieczki mieliśmy możliwość kąpieli w Wiarze na wysokości Nowosiółek Dydyńskich. Chociaż początkowo pogoda nie dawała nam żadnych szans na jakikolwiek wyjazd...
http://blog.pioder.pl/upload/15072011%28022%29.jpg
Na serpentynach

Jesień i koniec sezonu
Po powrocie do szkoły planowanie dalszych wypadów nie miało sensu - pogoda, nauka, mało osób chciało jeździć. Pojechałem w trzy krótkie trasy - dwa razy do Malhowic (w tym raz na Europejskie Dni Dobrosąsiedztwa). A ostatnią trasę w sezonie zdobyłem 28 października jadąc wieczorkiem do Nakła.
http://blog.pioder.pl/upload/28102011%28002%29.jpg
Ostatnia trasa - przed zachodem słońca
Od tego czasu, do 16 grudnia jeździłem tylko po mieście. Czas dać sobie i rowerowi odpocząć - po próbach w tamtym roku nie kręci mnie jazda w zimie ;)

W tym roku, o dziwo, obyło się bez jakiś większych problemów związanych z rowerem. Trochę go skatowałem, jechałem przynajmniej 15 razy z obciążeniem na przyczepie 100 kg (55 razy na działce ogólnie). Raz z głupoty miałem glebę i całą siłę upadku przeniosłem na rower, w konsekwencji czego musiałem prostować kierownicę...

Sezon rowerowy w liczbach:
http://blog.pioder.pl/upload/01012012%28001%29.jpg
Moja tablica z zapisanymi trasami (na żółtych karteczkach)

Czas trwania: 279 dni 8 h i 52 min (od 12.03 g. 10:08 do 16.12 g. 19:00)
Przejechanych tras poza miasto: 17

MXS: 65 km/h (Objazdówka 23.06.2011)
AVS: 22,7 km/h (Objazdówka płn. 9.05.2011)
DST: 78,529 km (Objazdówka płn. 9.05.2011)
TM: 4:11 h (Objazdówka 23.06.2011)

Łączny roczny dystans: 2224,13 km. Mówiąc krótko - podwoiłem wynik z zeszłego roku :cool:

Plany na przyszły rok:
  • nowa manetka do przerzutki tylnej
  • nowe gripy
  • poprawki lakiernicze
  • wymiana wolnobiegu oraz łańcucha
  • ustawienie zbieżności kierownicy
  • przemierzanie nowych tras :)


Chciałbym serdecznie podziękować: Kasi, Marzenie, Kubie, Mnichowi, Przemkowi oraz Wojtkowi za wspólne wycieczki i zdobywanie tras, szczególnie tych nowych :cool:

Sezon rowerowy 2011 uważam za zakończony.
Link Komentarze (0)


Szybka przejażdżka

Kategoria: Rower '11
Wysłano: 30.10.2011 20:38, Edytowany: 01.11.2011 18:34

Heja!
W piątek wpadłem na taki trochę głupi pomysł. Chciałem się przejechać. Trochę mnie to męczyło, starałem się jak najszybciej uporać z tym, co mam zrobić w domu i wyjazd. Wiedziałem, że im później tym gorzej dla mnie, jazda nocą. Patrzyłem na kalendarz - zachód słońca 17:15. Nie wyglądało to najlepiej.
Po dobiciu powietrza wyruszyłem w trasę. Zabrałem ze sobą trochę przydatnych fantów, w razie jakiś problemów. Wziąłem też picie. Mimo, iż było chłodno to i tak jechałem szybko, więc trochę się organizm męczył :)
Pierwszy etap: wyjechać z miasta. To było chyba najtrudniejsze zadanie, bowiem w paru miejscach jest trochę zmieniona organizacja ruchu, muszę wskakiwać rowerem na ścieżkę rowerową, no i samochody... mają już dość rowerzystów (jeżdżę poprawnie). Wyjechałem.
http://blog.pioder.pl/upload/28102011%28000%29.jpg
Droga do Medyki
Przede mną niekończący się odcinek drogi nr 28. Mimo pozornie ciepłego dnia (13 stopni na termometrze w domu), w trasie było dość chłodno. Dawało się to we znaki. Przede mną tablica informacyjna "Medyka 8 km", masakra. Ciągle myślałem, kiedy już zjadę.
Jestem coraz bliżej. Auta gonią do granicy, spychając mnie prawie na pobocze. Dotarłem. Już miałem się przygotować do zmiany pasa na lewy, kiedy to dojechało do mnie sporo aut i zaczęło wyprzedzać. Zatrzymałem się. Kiedy wszystkie przejechały, mogłem spokojnie zjechać i skręcić.
Wjechałem na nowy asfalt (wg. tabliczki droga wykonana z funduszy UE, z moich obserwacji aż do Stubna włącznie). Przejazd pod dwoma wiaduktami kolejowymi i jestem w Medyce. Tam podjechałem jeszcze kawałek i na przystanku zrobiłem sobie przerwę. Oszacowałem, ile jeszcze zostało mi kilometrów do celu.
http://blog.pioder.pl/upload/28102011%28004%29.jpg
Wyjazd z Medyki
Po chwili wyjazd. Rozpędziłem się i starałem utrzymać tempo. Teren wydaje się być płaski, ale w rzeczywistości jest niewielki podjazd pod górkę. W tle widać wioski, w tym Torki, pierwszą na trasie.
Najgorsze było to, że podczas jazdy patrzysz przed siebie i widzisz miejscowości, a jednak nie możesz do nich dojechać, bo nadal są daleko. Spoglądanie na licznik. Jeszcze jest czas. Po drodze mijam przekrzywiony znak ostrzegawczy z ograniczeniem prędkości. Auta nie zwracają na niego uwagi. W końcu przejeżdżam przez Torki.
Wjeżdżając do wioski wpadłem jakby w chmurę skumulowanego dymu z kominów. Trochę gryzł i dusił, jednak przejechałem. Ale to i tak nic przy okresowych stężeniach PM10 w Przemyślu :lol:
Wieś okazała się dość rozłożona w terenie. Zanim ją przejechałem, minęła chwila. Po lewej cerkiew (obecnie Kościół) - prawdopodobnie, kiedy przejeżdżałem ludzie odmawiali w nim różaniec. Zadziwiła mnie ilość rowerów, które były zaparkowane przed świątynią. Jadę dalej, w oddali widać kolejną wioskę. Po lewej pola kukurydzy, ludzie w końcu koszą. Robi się chłodniej. Przede mną już Leszno
http://blog.pioder.pl/upload/28102011%28007%29.jpg
Wjazd do Leszna
Przejeżdżam. Po prawej mijam jakieś oczka wodne, za moment jedną z najstarszych cerkwi w Polsce (obecnie kościół). Również odbywało się w niej jakieś nabożeństwo. Tym razem nie trafiłem na zwierzęta gospodarcze :) Jeszcze jeden łuk drogi i wyjeżdżam na prostą.
Przede mną mój cel - Nakło! W końcu! Słońce już zaszło, ale dość szybko się przemieściłem i dotarłem. Minąłem cmentarz, kilkanaście domów, chciałem wpaść do kolegi.
http://blog.pioder.pl/upload/28102011%28009%29.jpg
Zbliżając się do Nakła
Niestety, nie poinformowałem go (spieszyłem się) i nikogo nie zastałem w domu. Jedynie psy, w tym Fionę, która bardzo nie lubi rowerzystów :D Parę razy złapała mnie za łydkę, zrozumiałem, że nie jestem mile widziany :)
Przeszedłem się na przystanek. Tam zrobiłem dłuższą przerwę. Nie miałem pomysłu co dalej, robiło się ciemno, postanowiłem wracać.
Staram się jechać dość szybko, jednak nie widziałem licznika. Kiedy już znajdowałem się na trasie w szczerym polu postanowiłem zmienić czapkę na zimową, ubrać kołnierz z włóczki na szyję i kamizelkę odblaskową, abym był lepiej widoczny. Rękawiczki miałem przez całą trasę.
Jechałem prawie cały czas w ciemności. Drogę oświetlały mi nadjeżdżające auta z przeciwka i te, które mnie wyprzedzały. Oczywiście zadbałem o własnym oświetleniu. Było już zimno. Jedynie dzięki dość dynamicznej, rozgrzewającej jeździe nie odczułem tego.
Przemierzając kolejne kilometry zdałem sobie sprawę, że jestem jeszcze dość daleko. Po wyjeździe z Leszna widziałem światła, jednak były to prawdopodobnie latarnie ukraińskiej miejscowości.
http://blog.pioder.pl/upload/28102011%28013%29.jpg
Światła widziane z oddali
Miałem obawy, że nie dojadę. Nie jeździłem miesiąc, ostatnia trasa, którą zrobiłem była 11.09. To bardzo długa przerwa. Kondycji już nie mam, dlatego było to dla mnie w pewnym sensie wyzwanie. Wielkim pocieszeniem dla mnie był wjazd na oświetloną, czteropasmową część Lwowskiej. Później do domu już prawie, że z górki...
Wycieczka sprawiła mi wielką radość, mimo, że było już chłodno to mogłem jeszcze raz się przejechać, jak na wakacjach, odprężyć się od codzienności. Nie wiem, być może to naprawdę była moja ostatnia trasa w tym sezonie.

Statystyki trasy
DST: 44,696 km
MXS: 32,8 km/h
AVS: 22,1 km/h
TM: 2:01 h

Ogólnie w tym sezonie mam 2180,98 km

Pozdrawiam wszystkich czytających, szczególnie Adriana, którego nie udało się odwiedzić :cool:
Link Komentarze (3)


Bariera przekroczona

Kategoria: Rower '11
Wysłano: 02.10.2011 23:55

Zapomniałem o jednym napisać.
Wczoraj, 243 m przed domem przekroczyłem magiczną sumę 2000 km w tym sezonie :cool:
Nigdy bym się tego nie spodziewał :) O dziwo rower to wytrzymał mimo poważnej gleby na rowerze, nie mając większych usterek (jedynie wymiana suportu na kompakt na łożyskach maszynowych i zmiana ośki tylnego koła). Naprawdę super :)

Dzisiejszy łączny dystans: 2013,053 km

Pozdrawiam wszystkich rowerzystów!
Link Komentarze (1)


Na działce; przejażdżka do Malhowic

Kategoria: Rower '11
Wysłano: 27.08.2011 21:48

Siema!
Dzisiaj było baaardzo gorąco :cool: Do południa siedziałem w domu. Później, po obiedzie wybrałem się na działkę. Poprawki przy piecu, myślę, że ostatnie na wakacjach. W planach mam w końcu otynkowanie go, powinno się udać w tym roku.

Później z Kubą skręciliśmy na Łuczyce. W Stanisławczyku - nowość - dwie tablice - z nazwą miejscowości o info o terenie zabudowanym. Za wioską skręciliśmy w lewo. W ten sposób wyjechaliśmy w Malhowicach. Byłem tam pierwszy raz. I tak blisko granicy (50 m).

Statystyki trasy
DST: 27,017 km
MXS: 57,8 km/h
AVS: 17,6 km/h
TM: 1:32 h

Łącznie w tym sezonie mam przejechanych 1812 km. :cool:

Jutro o 9 rano jazda, trzymać kciuki! :p

Pozdrowienia dla Kasi z Malhowic, której dzisiaj nie udało nam się odwiedzić :)
Link Komentarze (0)


Gleba

Kategoria: Rower '11
Wysłano: 21.08.2011 01:01

Elo,
We wtorek miałem dość poważną glebę na rowerze. Jak leciałem, to (podobno) szok, że sobie nic nie złamałem. Cała siła upadku została przeniesiona na rower - on tak naprawdę ucierpiał. Wygiąłem golenie widelca, pojawił się luz na ośce tylnego koła (parę godzin temu to dopiero zauważyłem). Widełki, w miarę możliwości, naprostowałem. Obawiam się jednak, że mogą pęknąć lub giąć się cały czas. Praktycznie straciłem amortyzację.

Mój dystans w tym roku (na dzień dzisiejszy) to 1697,5 km.

Dobrej nocki :cool:
Link Komentarze (0)


« Pierwsza « Poprzednia
1 z 5

Powered by sBLOG XHTML 1.0 Strict PHP CSS
Cytowanie wypowiedzi oraz kopiowanie zdjęć z bloga bez informacji o źródle surowo zabronione!

Powered by sBLOG © 2006 Servous
Theme & mods: 2008-2016 © PioDer